
Otwarłem lekko swoje zamknięte powieki.
Czułem się jakby ktoś połamał mi wszystkie kości. Przeleciałem wzrokiem po
pomieszczeniu. Pokój mojej córki. Spojrzałem na zegar. Dwunasta. Pewnie
zasnąłem u niej z wykończenia. Przykryłem ręką usta, aby stłumić ziewnięcie. Dalej
odczuwałem zmęczenie. Obróciłem głowę i spojrzałem na moją uroczą córkę.
Smacznie spała. Na szczęście, nie śniły się już jej koszmary, ani nie
opowiadała o duchach. Zamknąłem oczy i ponownie zasnąłem.
***
Otwarłem lekko swoje zamknięte powieki.
Spojrzałem na zegar wiszący na ścianie. Przeszło po pierwszej. Dalej mnie
wszystko bolało. Tym razem nie potrafiłem się poruszyć. Spojrzałem tylko na
córkę. Spała. Odetchnąłem z ulgą i zasnąłem ponownie.
***
Znowu się obudziłem. Tym razem dochodzi
już trzecia. Jednakże, tym razem nic mnie nie boli. W zasadzie to nic nie
odczuwam. Żadnego bólu. To było trochę dziwnie, ale nie zastanawiałem się.
Ponownie oddałem się w ramiona Morfeusza.
***
Po raz kolejny się obudziłem. Ponownie
nie odczuwałem bólu, lecz nie potrafiłem się poruszyć. Spojrzałem uważniej na
sufit. Czy on zawsze znajdował się tak wysoko? Obróciłem lekko głowę w stronę
lustra. Zobaczyłem swoje odbicie. Zamarłem. Nie było tam mężczyzny po
trzydziestce, tylko lalka. Byłem przerażony. Podeszła do mnie córka.
-Chodź tato. Zabawimy się! -
powiedziała.